7 grzechów głównych, czyli PR z piekła rodem

Osoby zajmujące się public relations i promocją to zwykli ludzie – i jak wszyscy mają swoje wady. Niektóre przywary w tej branży występują jednak wyjątkowo często. Zapytaliśmy zaprzyjaźnionych dziennikarzy o najbardziej irytujące typy PR-owców.

1. Analfabeta. Wydaje mu się, że pisze noty prasowe na miarę literackiej Nagrody Nobla, a tak naprawdę nie umie sklecić poprawnie jednego zdania. Czasem też uważa, że zasady gramatyki, ortografii i stylistyki są dla słabeuszy. Jego teksty to luźny strumień świadomości, przy którym Ulisses jest wzorem klasyki. Dla dziennikarza opracowywanie jego materiałów to tak naprawdę pisanie ich od nowa.

2. Przyjaciel Wszystkich Żywych Stworzeń (vel. Oślizgły Lizus). Sądzi, że zapraszając nowo poznanego redaktora na wódkę i wysyłając świąteczne życzenia, zapewni sobie jego dozgonną zawodową sympatię i stałe miejsce na łamach/antenie/wizji.

3. Korektor. Nie rozumie, że informacja wysłana do mediów uniezależnia się od nadawcy. Wysyła dziennikarzowi materiał prasowy, a potem oczekuje, że informacja ukaże się DOKŁADNIE w takiej formie. Gdy (niezależny) dziennikarz śmie wprowadzić niezbędne jego zdaniem zmiany, domaga się poprawienia tekstu. Nie rozumie, że nazwa jego firmy niekoniecznie musi się w tekście odmienić przez wszystkie przypadki…

4. Namolniak vel. Stalker. Uważa, że cały świat z zapartym tchem oczekuje na jego informację. Nie rozumie, że wstrząsający materiał o tym, że prezes jego firmy przeciął właśnie żółto-fioletową wstęgę, inaugurując tym samym działalność maszyny do ścinania kawałków kartonu z opakowań mleka UHT 2% i podziękował przy okazji swojemu dziadkowi Wacławowi, bohaterowi Bitwy Warszawskiej… po prostu nikogo nie obchodzi. Pisze, dzwoni, nachodzi, aż dziennikarz zaczyna poważnie zastanawiać się nad zmianą tożsamości i ucieczką na jakąś odludną, karaibską wysepkę.

5. Obiecywacz-Niespełniacz. Jak sama nazwa wskazuje – najpierw coś obiecuje, potem nie wywiązuje się ze zobowiązań. Nie odbiera telefonów, nie odpisuje na maile, nie pojawia się na umówionym spotkaniu. Za jakiś czas wróci jak gdyby nigdy nic – z nowym tematem.

6. Święty Mikołaj. Z pasją wymyśla kolejne wzory ulotek, broszur, smyczy na klucze, lnianych toreb i magnesów z firmowym logo. Potem hojnie rozdaje je wśród dziennikarzy – oczywiście po kilka sztuk, dla żony, dzieci i sąsiadów. Dziennikarz patrzy i płacze, z żalem rozmyślając o ściętych drzewach i małych chińskich rączkach, które musiały wyprodukować tę górę śmiecia.

7. Sierotka. Próbuje wziąć dziennikarza na litość i nakłonić go do publikacji, opowiadając o szefie-despocie, trudnej sytuacji w firmie, kredycie we frankach i widmie zwolnienia, jeśli materiał się nie ukaże.

To tylko kilka z najczęstszych PR-owych grzechów wymienianych przez naszych znajomych dziennikarzy. Chyba każdy w naszej branży choć raz był jednym z powyższych typów (tak, tak – my też mamy niejedno na sumieniu 😉 Nieraz nic na to nie możemy poradzić: mityczny dedlajn, upierdliwy prezes czy niesłowny klient potrafią sprawić, że wychodzą z nas najgorsze cechy.

Koniec roku, czas na rachunek sumienia. Jakim typem PR-owca z piekła rodem jesteście, drogie koleżanki/drodzy koledzy z branży?

PS. Halo, dziennikarze! Nie myślcie sobie, że jesteście bez skazy. Kiedyś zrobimy podobną listę o Was 😉

Write a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *