Biedroń w roaście: PR-owy hit czy cios w wizerunek?

Roast samozwańczego króla Albanii, czule zwanego Popkiem, wywołał ogromne kontrowersje. Nie da się ukryć, że największe zainteresowanie wzbudził udział w tej sesji hejtu Roberta Biedronia. Czy było to dobre posunięcie PR-owe? Jak wpłynie to na wizerunek tego popularnego polityka? Czy prezydent Słupska strzelił sobie w stopę?

Uprzedzam, zanim ktoś mi zarzuci, że nie znam tematu: poczytałam nieco o Popku, poszerzyłam pudelkową wiedzę, obejrzałam też fragmenty roasta. Mało tego! Dokonałam aktu artystycznej skaryfikacji i wysłuchałam na Youtube kilku utworów słowno-muzycznych autorstwa Gangu Albanii. Postaci Biedronia oczywiście nie musiałam sobie przybliżać – jako była dziennikarka newsowa, żywo zainteresowana sprawami polityczno-społecznymi, śledzę jego działalność na co dzień. Choć nie należę do jego najwierniejszego fanklubu, uważam, że jest to jedna z bardziej pozytywnych osobowości polskiej sceny politycznej, a jego marka osobista miała do tej pory wysokie notowania. Z tym większym zażenowaniem oglądałam dostępne w sieci urywki roastu.

Choć Biedroniowi udało się zapracować na wizerunek sprawnego i niezależnego działacza, bez wątpienia wciąż jest na cenzurowanym. Jako zdeklarowany homoseksualista musiał włożyć znacznie więcej pracy w to, by zyskać szacunek wyborców i otoczenia politycznego. Każdy jego błąd, wulgarność czy wpadka będą podwójnie piętnowane. Powinien być więc również podwójnie ostrożny.

Być może występ w roaście to próba przekonania do siebie najmłodszego elektoratu, który pół życia spędza na Youtubie. Panie Robercie, Pan już i tak jest fajny dla młodych liberałów! Czy naprawdę chodzi Panu o głosy ludzi, których śmieszą żarty o nakładaniu zegarka na penisa i wizytach w burdelu? Z drugiej strony, to wątpliwej jakości “show” może zaprzepaścić szanse na poparcie środowisk centrowych i bardziej konserwatywnych.

Nie każdy jest Justinem Trudeau

Angażując się w nietypowe i ryzykowne akcje, Biedroń może i czerpie z całkiem niezłych wzorców. Justin Trudeau robiący striptiz czy Barack Obama z błyskiem w oku opowiadający o braterskim romansie z wiceprezydentem Joe Bidenem to jednak nieco inny poziom humoru, niż roast Popka. Politykom pewne rzeczy po prostu nie przystoją, a wyczucie gdzie przebiega cienka granica żenady jest wyznacznikiem politycznej sprawności.

Szczególnie razi w tym wszystkim uwiarygadnianie przez Biedronia postaci Popka – człowieka gloryfikującego przemoc, przestępczość, skrajny seksizm i prostytucję. To rozczarowujące w przypadku człowieka, który do tej pory piętnował mowę nienawiści i uczył nas szacunku dla odmienności. Tym bardziej niepokojące, że to kolejna ostatnio wpadka prezydenta Słupska po niezbyt subtelnych przytykach dotyczących seksualności Jarosława Kaczyńskiego.

Zastanawiam się, czy Robert Biedroń z nadmiaru obowiązków stracił intuicję i zachłysnął się popularnością, czy też ma złych i bezkrytycznych doradców, którzy nie umieją nim pokierować. Jedno jest pewne: wizerunek poważnego i unikającego obyczajowych potknięć samorządowca zatrzeszczał w posadach. Jego udział w roaście Popka jest jak zjedzenie BigMaca z tłustymi frytkami. Przez chwilę się cieszysz i Ci smakuje, chociaż wiesz, że jesz szit. Ale potem nie dość, że przez cały dzień będzie Ci się odbijać, to jeszcze pójdzie Ci w tyłek.

 

Write a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *